Zaprowadził mnie do stolika i kazał usiąść. Zrobiłam to co powiedział, a on usiadł na przeciwko mnie i spojrzał się swoimi idealnie niebieskimi oczami prosto w moje.
- Powiesz mi co się stało? - spytał po chwili milczenia.
- Niby dlaczego? Nie znam cię, a mam zwierzać ci się z moich problemów? Nawet nie wiem, dlaczego nadal z tobą rozmawiam - odpowiedziałam i chciałam wstać, lecz on mnie zatrzymał.
- Ja naprawdę chce ci pomóc. Ale najpierw może się poznamy? Jak masz na imię?
- Megan
- A ile masz lat?
- Prawie osiemnaście.
- Gdzie chodzisz do szkoły? - zadał mi kolejne pytanie, ale na nie już nie chciałam odpowiadać.
- Przepraszam, czy ja jestem na komisariacie? Wypytujesz mnie o wszystko i to jest wkurzające - odpowiedziałam zdenerwowana.
- Nie chciałem żeby tak wyszło. Opowiesz mi coś o sobie? - poprosił.
- Jestem Megan, mam prawie 18 lat i chodzę do zwykłej szkoły, jak większość nastolatków w tym kraju. Chwilę temu dowiedziałam się, że moja najlepsza przyjaciółka umawia się z moim już byłym chłopakiem za moimi plecami. Nikogo oprócz nich nie miałam. Z rodzicami nie rozmawiam, ponieważ ich albo ciągle nie ma, albo zajmują się tylko moją młodszą siostrą. To tyle w skrócie z mojego życia. Teraz możesz powiedzieć, że niepotrzebnie się mną interesowałeś i odejść jak wszyscy moi '' przyjaciele'' - powiedziałam to tak szybko jak tylko mogłam, a na ostatnie wypowiedziane słowo zrobiłam nawias w powietrzu.
- Nie żałuje, że z tobą rozmawiam. Bardzo się ciesze, że na ciebie trafiłem. A tymi twoimi '' przyjaciółmi " się nie przejmuj, nie zasługiwali na to żeby się z tobą zadawać - powiedział, a mi na sercu zrobiło się tak jakoś.... cieplej? Tak to chyba dobre określenie. Chłopak miał się właśnie odezwać, ale podszedł do niego jakiś goryl i powiedział mu coś na ucho. - Wiem, że to może teraz głupio wyglądać - zaczął gdy odszedł od niego ten napakowany gościu - bo ty opowiedziałaś mi o swoich problemach, w pewnym sensie zaufałaś mi po tym wszystkim co przeszłaś...
- Przejdź do rzeczy - przerwałam troszeczkę zirytowana.
- Ten gościu powiedział, że muszę już iść. Muszę załatwić coś w sprawie z moją pracą, ale obiecuje że się spotkamy i wtedy ja ci o sobie opowiem. Tu masz mój numer telefonu. Proszę zadzwoń do mnie.
- Wiedziałam, że tak będzie. Już nikomu nie można na tym świecie ufać. Trzeba było od razu mnie olać, a nie teraz - mówiłam nieźle wkurzona.
- Jeżeli zależałoby to ode mnie to bym tutaj z tobą został. Zadzwonisz? Proszę
- Po jaką cholerę?
-Zależy mi na tym żeby lepiej cię poznać. To jak? Zadzwonisz? - pytał ciągle, a mnie doprowadzało to do szału.
- Tak zadzwonie.
- Dziękuje - uśmiechnął się i poszedł wcześniej się żegnając. Nie chciałam tak sama tam siedzieć, więc stwierdziłam że pójdę do domu. Wiedziałam że będę kłócić się z rodzicami no ale trudno. Droga do domu zajęła mi jakieś 10 minut. Gdy tylko drzwi się za mną zamknęły, podbiegła moja mama i zaczęła się drzeć.
- Gdzieś ty się szwendała? Domu nie masz?
- Jak mam siedzieć tu gdzie wszyscy się na mnie drą to ja dziękuje!
- Nie drzyj się na mnie. Matt tutaj był. Pokłóciliście się?
- Od kiedy ty się mną w ogóle interesujesz?!
- Dosyć tego, masz szlaban. Zero wychodzenia z domu przez miesiąc! A jeżeli wyjdziesz to możesz już nie wracać. - krzyknęła i odwróciwszy się poszła do kuchni.
- Nienawidzę cię! - ja także krzyknęłam i pobiegłam do swojego pokoju. Trzasnęłam drzwiami i rzuciłam się na łóżko. Przepłakałam dobre kilka godzin. Gdy się uspokoiłam zeszłam na dół, ale na szczęście nikogo nie zastałam. Pomyślałam, że to dobry moment na ucieczkę. Będzie miała problem z głowy. Pobiegłam do siebie do pokoju po buty i telefon. Gotowa zeszłam dół i przypomniało mi się że miałam zadzwonić do Niall'a. Wyciągnęłam z kieszeni od spodni karteczkę i wykręciłam numer na swoim telefonie. Odebrał po 2 sygnałach.
- Hallo - jego zabrzmiał w słuchawce.
- Niall? To ja Megan.
- Megan? Jednak zadzwoniłaś - słychać że się ucieszył - Masz czas? Może się spotkamy?
- Może być w parku za 10 minut?
- Jak najbardziej. Zaraz tam będę. Do zobaczenia - powiedział i się rozłączył, a ja wyszłam z domu i ruszyłam w stronę parku. Przeszłam właśnie przez bramę w parku i niedaleko na ławce zobaczyłam ICH. Po prostu rzygać mi się chciało. Przeszłam obok nich patrząc w drugą stronę i już prawie byłam koło Nialla, aż podbiegła do mnie Charlotte.
- Meggi słuchaj. Ja nie chciałam żeby to tak wyszło.
- Skończ! - przerwałam jej - Nie chciałaś ale tak się stało! Zniszczyłaś moje życie, rozumiesz?! - krzyknęłam, a obok pojawił się Niall, ale nic nie mówił - Dobrze wiedziałaś, że poza wami nie mam nikogo! Wiedziałaś, że byłam szczęśliwa mając jego za chłopaka, a ciebie za najlepszą przyjaciółkę! Wszystko spieprzyłaś Charlotte! Nigdy ci tego nie wybaczę! Nienawidzę ciebie i jego!
- Meggi proszę - była już bliska płaczu, ale ja to zignorowałam. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam a Niall poszedł za mną. Stanęłam dopiero wtedy kiedy wiedziałam, że nie będę ich już widzieć.
- Megan wszystko w porządku?
-Yyy... tak tak. Co robimy? - szybko zmieniłam temat.
- Może przejdziemy się do lasu. Jest zaraz za parkiem - zaproponował.
- Dziwnie zabrzmiała ta propozycja - stwierdziłam i oboje wybuchnęliśmy śmiechem - ale chętnie - dokończyłam już spokojniej. Ruszyliśmy, a po drodze rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Dowiedziałam się że gra na gitarze, śpiewa i uwielbia jedzenie. W lesie usiedliśmy na ławce. Za nim tu doszliśmy zdążyło się już troszeczkę ściemnić i co za tym idzie zrobiło się zimniej. W pewnym momencie strasznie się zatrzęsłam, a Niall od razu zdjął bluzę i mi ją podał.
- Dziękuje - uśmiechnęłam się - ale teraz tobie będzie zimno.
- Mną się nie martw - odwzajemnił uśmiech i puścił mi oczko na co lekko się roześmiałam. Włożyłam jego bluzę na siebie. była gruba, duża i bardzo ładnie pachniała. Chyba jak większość dziewczyn uwielbiam męskie bluzy. Obok nas przechodziło starsze małżeństwo i spoglądało na nas ze szczerym uśmiechem.
- Popatrz jacy zakochani - odezwała się kobieta - pasujecie do siebie dzieci - dokończyła i odeszła z mężem trzymając się za rękę. Nie wiedziałam co o tym myśleć,a pomiędzy mną a chłopakiem zapadła cisza. Speszona spojrzałam na niego a on na mnie z lekkim rozbawieniem w oczach.
- Bardzo miła ta kobieta
- Tak bardzo - odpowiedziałam - tacy ludzie są cudowni. Spędzają ze sobą całe życie i kochają się coraz to bardziej z każdym dniem.
- Tak to prawda - uśmiechnął się - Zbieramy się? Zrobiło się trochę późno.
- Yyy tak możemy.
- Chodź odprowadzę cię, będę spokojniejszy - stwierdził.
- Znaczy się - stanęłam - bo ja nie wracam do domu - dokończyłam spoglądając na jego zdziwioną minę.
- Dlaczego? Przecież nie zostaniesz tutaj sama.
- Bo ja uciekłam z domu, mam już po dziurki w nosie tych kłótni. Nie miałam innego wyboru. - wyjaśniłam mu.
- To w takim razie będziesz spać u mnie - powiedział tak jakby to było normalne, a ja wytrzeszczyłam na niego oczy - Co? Coś nie tak?
- Znamy się pół dnia i ja mam u ciebie spać? Żartujesz sobie
- Nie zostawię cię samej na pastwę losu. Więc albo wracasz do domu albo śpisz u mnie.
- Do domu nie wrócę
- Więc postanowione, nocujesz dzisiaj u mnie
- Nie ma mowy! Ja sobie poradzę. Pójdę do jakiegoś taniego hotelu
- Nie jesteś pełnoletnia.
- To wymyślę coś innego, ale nie pójdę spać do ciebie!
- Dlaczego? Aż tak mnie nie lubisz? - zrobił smutną minę.
- Lubie cię, ale nie mam w zwyczaju spać u osób, które znam jeden dzień.
- Zrobisz taki mały wyjątek - wyszczerzył zęby - nic ci przecież nie zrobię.
- No sama nie wiem - wahałam się.
- Chodź już i nie gadaj - powiedział i pociągnął mnie w stronę swojego mieszkania. Całą drogę milczałam, podobnie jak on. Droga zajęła nam może 10 minut. Stanęliśmy pod domem, a może powinnam raczej powiedzieć willą? Chyba lepiej będzie pasowało. Chłopak zaprowadził mnie do środka, a tam podleciał do nas chłopak w bluzce w paski i kolorowych rurkach.
- Ooo widzę że Niall ma nową dziewczynę - uśmiechnął się szeroko.
- Nie jestem jego dziewczyną - zaprzeczyłam.
- Nie? To dlaczego trzymacie się za ręce? - zapytał z głupim uśmiechem, a ja dopiero teraz zorientowałam się że szliśmy tak przez całą drogę. Wyrwałam rękę z jego uścisku i spaliłam buraka.
- Louis daj spokój - powiedział Niall reagując na zaistniałą sytuację. - Chodź przedstawię cię reszcie i pójdziemy zjeść kolacje.
- Jaką resztę? - zapytałam ale on to zignorował i pociągnął za rękę do salonu. Panował tam istny chaos. Chłopak w bluzce w paski, chyba Louis grał z mulatem w fife i do tego jadł.... marchewki? Chłopak w krótki włosach bawił się z żółwiami, a po schodach zszedł właśnie koleś w lokach i miał na sobie tylko bokserki. Gdy tylko go zobaczyłam odwróciłam się z prędkością światła a on się głupio zaśmiał.
- Harry idź się ubierz - Niall rzucił w niego poduszką i z tego co udało mi się słyszeć poszedł do góry. - Chłopaki chciałem wam kogoś przedstawić - krzyknął. Oni momentalnie odwrócili się w naszą stronę, a w tym samym momencie na schodach pojawił się lokers, ale na szczęście już ubrany.
- To jest Megan - powiedział - ten z żółwiami to Liam, mulat to Zayn, ten z marchewkami to Louis a ten na schodach to Harry - dokończył.
- Hej wam - powiedziałam nieśmiało a oni ciągle się na mnie gapili. Po chwili jednak Louis się ogarnął i krzyknął do reszty.
- Nie gapcie się tak, bo dziewczyna się stresuje - i szeroko się uśmiechnął - Witamy w rodzince - powiedział, podszedł do mnie i przytulił. To było bardzo dziwne, no ale nie wnikam w to bardziej.
- Jesteś głodna? - spytał Niall.
- Nie nie jestem - odpowiedziałam i ziewnęłam.
- My się zmywamy - powiedział do reszty i po raz kolejny pociągnął mnie za rękę. Zaprowadził mnie do jakiejś sypialni, posadził na łóżku a sam podszedł do szafy. Dał mi koszykarki i dużo za dużą bluzkę.
- Idź się przebierz, a ja zrobię ci tu łóżko.
- Dziękuje - uśmiechnęłam się i poszłam do łazienki. Tam szybko się przebrałam i wróciłam do pokoju.
- Będziesz spać tutaj a ja pójdę do pokoju gościnnego. Jest tutaj obok więc gdybyś coś potrzebowała to przyjdź - powiedział a na końcu słodko się uśmiechnął.
- Przecież ja mogę spać w gościnnym i tak jestem ci już strasznie wdzięczna.
- Nie ma mowy. Ja tam śpię i bez gadania - powiedział po czym szeroko się uśmiechnął. - Dobranoc.
- Dobranoc i jeszcze raz dziękuje - odpowiedziałam a chłopak po chwili zniknął za drzwiami. Położyłam się do łóżka i momentalnie zasnęłam, wcześniej wyłączając telefon.
wtorek, 20 sierpnia 2013
środa, 26 czerwca 2013
Rozdział 1
Był piątkowy wieczór. Idąc po zachodzącym słońcem Londynie, rozkoszowałam się promieniami już pomarańczowego słońca. Wpatrując się w ludzi, zastanawiałam się nad sensem swojego życia. Widząc ich uśmiechnięte buzie, ich szczęście, coś zaczęło rozrywać mnie od środka. Przechodziłam właśnie wolnym krokiem przez park, kiedy zobaczyłam mocno wtuloną w siebie parę. Całowali się tak, jakby jutra miało nie być, a ja nie wiadomo kiedy zaczęłam płakać. Chciałam jak najszybciej wyrzucić z siebie to okropne uczucie, ale nie potrafiłam chociaż bym włożyła w to nie wiem jak dużo starań. Czułam się już niepotrzebna, taka szara i bezwartościowa. Nie zwracając uwagi na łzy przechodziłam koło restauracji, nie wiedząc nawet jakiej. Przed wejściem stało kilka osób, a raczej dziewczyn. Kiedy poczułam, że moje nogi odmawiają mi powoli posłuszeństwa, skręciłam za budynkiem z restauracją i zaczęłam wycierać łzy, które nie chciały przestać lecieć. W końcu poddając się, oparłam swoje ciało o ścianę budynku i powoli się po niej zsunęłam. Naglę usłyszałam głos jakiegoś chłopaka, był taki łagodny, ale nie zwróciłam na to większej uwagi i dalej płakałam zakrywając twarz rękami. Po chwili poczułam dotyk i wzdrygając się popatrzyłam na jasnowłosego blondyna stojącego nade mną. W jego niebieskich oczach widać było współczucie i troskę. Pytał, czy wszystko w porządku, a ja ... sama nie wiem. Chciałam stamtąd uciec i jednocześnie zostać. Serce podpowiadało to pierwsze, natomiast moje ciało robiło to co chciało. Odwróciłam się i już miałam ruszyć, lecz chłopak złapał mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę.
- Proszę, nie uciekaj. Chce tylko porozmawiać.
- Nie potrzebuję litości, a poza tym nie rozmawiam z obcymi o moich problemach - odpowiedziałam złowrogo. Przez takie zachowanie myślałam, że zrezygnuje i odejdzie. Ale na marne.
- Nie muszę być obcy. Nazywam się Niall - powiedział i z uśmiechem na twarzy wyciągnął rękę w moją stronę.
- Co mi z tego, że znam twoje imię, skoro i tak jesteś taki sam jak wszyscy.
- Tego nie wiesz. Chcę ci po prostu pomóc - powiedział, chwycił mnie za rękę i wciągnął do restauracji.
- Proszę, nie uciekaj. Chce tylko porozmawiać.
- Nie potrzebuję litości, a poza tym nie rozmawiam z obcymi o moich problemach - odpowiedziałam złowrogo. Przez takie zachowanie myślałam, że zrezygnuje i odejdzie. Ale na marne.
- Nie muszę być obcy. Nazywam się Niall - powiedział i z uśmiechem na twarzy wyciągnął rękę w moją stronę.
- Co mi z tego, że znam twoje imię, skoro i tak jesteś taki sam jak wszyscy.
- Tego nie wiesz. Chcę ci po prostu pomóc - powiedział, chwycił mnie za rękę i wciągnął do restauracji.
poniedziałek, 24 czerwca 2013
POWITANIE !!
Nazywamy się Julia i Monia. Kochamy chłopaków z One Direction. Nie tylko za to jak się ubierają, czy jak wyglądają, ale za to jacy są. Za ich wspaniałe głosy i osobowość. Napiszemy tu opowiadanie z Niallem Horanem w roli głównej, być może pokażą się tu też pojedyncze imaginy. Serdecznie zapraszamy do komentowania
Monia - jeśli chcecie poczytać opowiadanie o Harrym to zapraszam directionareslove.blogspot.com
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)